Skip to main content
O zapachach naturalnych

Zapach deszczu

„Na każde życie musi spaść jakiś deszcz. Niektóre dni muszą być ciemne i ponure ”. Tak napisał w XIX wieku Henry Wadsworth Longfellow

Włazi jesień, z latem się brata, to mój najukochańszy czas, uwielbiam lasy, łąki i miasta w jesienne słoty, dużo tworzę w tym czasie, kiedy kolorowe liście wirują nad pasami dla pieszych i coraz to więcej nagich drzew, sprzyja mi bardzo, uwielbiam zapachy, najbardziej te w chłodne wieczory z lekką nutą mrozu na policzkach, ale na to czas jeszcze. Teraz jest moment letnio jesienny, swobodny i ciepły.


Pięknie pachnie po deszczu, jeszcze letnim a jednak wieczorem czuć wyraźnie, że już jesiennym tchnieniem.

Każda burza niszczy zastane zapachy bądź je zostawia i podbija ich przekaz. Metaliczny posmak deszczu wypełnia powietrze ozonem, cząsteczkami utworzonymi z tlenu, pochodzącymi od związku zwanego geosminą, która jest produktem ubocznym bakterii geosmina. Deszcz jest kolekcjonerem napotkanych cząsteczek, zbiera ich zapachy. Zapach ulewy może być tak różny jak są różne kwiaty na całym świecie, wszystko to zależy od rodzaju deszczu oraz czasu i miejsca gdzie spadnie.


Zapach deszczu na wsi różni się znacznie od tego miejskiego, uwielbiam oba, na wsiach pachnie oborami, łąkami, sianem, w miesicie, szczególnie w ciepłe dni unosi się zapach asfaltu wymieszanego z całym wachlarzem miasta, z knajpkami i perfumami przechodniów.


Lubię też mokry, jesienny las, szczególnie o poranku, wabi mnie swoim pięknym babim latem i zapachem ziemi i drzew.

Często jestem pytana o zapach deszczu... czy jestem w stanie uzyskać ten zapach, który tak bardzo lubię? Nie wiem... ale próbuję 🙂


W latach 50 i 60 ubiegłego wieku para australijskich mineralogów, Isabel Joy Bear i Richard Grnfell Thomas postanowili zająć się pozyskaniem deszczowego zapachu. Połączyli zapach z organicznymi związkami, które gromadzą się w atmosferze takimi jak terpeny o silnym zapachu wydzielanym przez rośliny, głównie żywice, sosny, miętę pieprzową i imbir.


Glina i skały bardzo dobrze chłoną terpeny i inne cząsteczki z atmosfery, są jak gąbki, podczas suszy gromadzą spore zapasy tego związku, który uwalniają ze swoich porów podczas dużej wilgoci, wtedy wiatr unosi w powietrzu pachnącą cierpkość.


W roku 1964 para opublikowała w czasopiśmie Nature efekt swojej pracy a zapach nazwali „petrichor” reprezentował burzę.

Nie byli oni jednak pierwszymi odkrywcami, którzy zinterpretowali zapach deszczu, przed nimi uczynili to Hinduscy perfumiarze wiele tysięcy lat temu. W Indiach po dzisiaj dzień wytwarza się Attar o różnych odmianach, jednym z nich jest Attar Gill Mitti, którzy pachnie ziemią, kiedy zaczyna się go łączyć z innymi nutami wprost zaskakuje zapachem od mocnych zielnych, ale charakternych po mokrą ziemię o świcie, słodzić go też można, pojemną ma w sobie paletę odczuć. A o Attarach już za niedługo zacznę opowieść, bo to piękny kawał historii perfum naturalnych, która się snuje aż do dzisiaj.


A Wy jakie macie odczucia z deszczem, komponujecie mokre akordy? Puszczacie wodzę fantazji i interpretujecie deszczowe zapachy? A może po prostu się nimi napawacie? Dajcie znać 🙂

Monika