Skip to main content
O zapachach naturalnych

Turówka

Turówka, lubię ją, trudno było mi ją znaleźć w siedlisku naturalnym, zwlekałam z zakupem, dlaczego? Nie wiem... czasami tak jest iż czegoś nie robimy, bo nie... bo ma coś nadejść? Najczęściej tak...


Od słowa do słowa w rozmowie telefonicznej i turówka się pojawiła, Marzena powiedziała, że mi ją wyśle, wykopie z ogrodu i nada paczkę, turówka taka z rąk do rąk, z ziemi do ziemi, nowoczesnym, bo kurierskim sposobem już zadomawia się w moim ogrodzie.


Ale, że tak szybko? bo już na drugi dzień? wdzięczność i radość czuję ogromną, a do tego w paczce czekały jeszcze kremy, pięknie podane, cudnie pachnące, dziękuję i doceniam bardzo Marzena Wojtkowiak 🙂


A teraz usiądźcie wygodnie, z kawą, wodą, herbatą, zapraszam na krótki, piątkowy przerywnik, będzie o turówce, pachnącej damie pośród traw.

„Turówki się nie wysiewa, ale sadzi, umieszczając kłącze bezpośrednio w glebie. Dzięki temu roślina wędruje z ręki do ziemi, a potem z powrotem do ręki, i tak przez lata i pokolenia.”


„Wyciągnij ręce, bym mogła położyć na nich wiązkę dopiero co zebranej turówki, opadającej miękko jak świeżo umyte włosy. Łodygi, złocistozielone i lśniące u góry, tam, gdzie stykają się z ziemią, są opasane fioletem i bielą. Powąchaj je. Poczuj woń słodkiej wanilii, a pod nią zapach wody z rzeki i czarnoziemu, a zrozumiesz, skąd się wzięła naukowa nazwa turówki wonnej, zwanej także żubrówką. Hierochloe odorata, co znaczy „pachnąca święta trawa”. W naszym języku zwiem ją wiingaashk, czyli słodko pachnące włosy Matki Ziemi. Kto wdycha jej zapach, zaczyna sobie przypominać rzeczy dawno pogrzebane w otchłani pamięci.


Po związaniu na końcu i podzieleniu na trzy części turówka jest gotowa do zaplatania. Aby to zrobić – i nadać jej gładkość i blask, dzięki którym stanie się idealnym podarunkiem – trzeba ją lekko naciągnąć, o czym powie wam każda dziewczynka z ciasno splecionymi warkoczami. Oczywiście można to zrobić samemu – przywiązać jeden koniec turówki do krzesła albo trzymać go w zębach i zaplatać w przeciwną stronę – ale najcudowniejszy sposób to mieć przy sobie kogo, kto będzie trzymał jeden koniec. Wtedy dwie osoby, z głowami nachylonymi ku sobie, mogą delikatnie przeciągnąć splot na swoją stronę, a przy tym porozmawiać i pośmiać się, spoglądając na swoje ręce podczas pracy: gdy jedna trzyma mocno, a druga nakłada na siebie jedno po drugim wąskie pasma trawy. Między dwojgiem ludzi połączonych plecioną turówką tworzy się więź – w tej relacji ten, kto trzyma, jest tak samo ważny jak ten, kto zaplata. Im bliżej końca, tym warkocz staje się cieńszy, aż wreszcie łączy się pojedyncze źdźbła, a potem wiąże.


Czy chcesz przytrzymać jeden koniec, kiedy ja będę zaplatać?

Tak by nasze dłonie połączyła trawa, by nasze głowy skłoniły się ku sobie i by powstał warkocz, który odda należną cześć Matce Ziemi?

A potem przyjdzie kolej na mnie, by potrzymać wiązkę trawy, kiedy ty będziesz zaplatać.

Mogłabym ci wręczyć zaplecioną turówkę, gęstą i lśniącą jak warkocz zwisający na plecach mojej babci. Ale ani nie mnie ją dawać, ani nie tobie brać. Wiingaashk należy bowiem do samej siebie.”

„Według naszych opowieści ze wszystkich roślin to wiingaashk, czyli turówka, wyrosła na ziemi jako pierwsza, a jej zapach jest słodkim wspomnieniem dotyku Skywoman. Z tego powodu mój lud czci ją jako jedną z czterech świętych roślin. Kto wdycha jej zapach, zaczyna sobie przypominać rzeczy już dawno pogrzebane w otchłani pamięci. Nasza starszyzna powiada, że obrzędy są sposobem, by „ pamiętać o pamiętaniu”, dlatego turówka odgrywa ważną rolę obrzędową u wielu rdzennych ludów Ameryki. Używa się jej też do plecenia pięknych koszy. Będąc dla nas jednocześnie lekarstwem i krewniaczką, ma ogromną wartość zarówno materialną, jak i duchową”.

Cytaty pochodzą z książki „Pieśń Ziemi, Rdzenna Mądrość, Wiedza Naukowa i Lekcje Płynące z Natury” Robin Wall Kimmerer, to piękna książka, jeżeli nie czytaliście to gorąco polecam 🙂

Monika